| Agnieszka |
|
W zeszłym roku akademickim skończyłam studia. Podczas wakacji, czyli okresu pisania pracy magisterskiej, doszły do mnie wieści o organizowanym kursie Alfa. Jak do większości nowości (tych o podłożu religijnym zwłaszcza), tak i do tego przedsięwzięcia podeszłam sceptycznie. Smaczne jedzonko, wykłady, dyskusje na temat wiary – na samym początku brzmiało to dla mnie podejrzanie sielsko–anielsko, zbyt niekonwencjonalnie. Zastanawiałam się, czy jest sens angażować się w to wszystko, poświęcać swój cenny czas na cotygodniowe spotkania. Ciągle wisiało nade mną widmo pracy magisterskiej, a termin obrony zbliżał się niemiłosiernie szybko. Poza tym było wiele innych powodów, żeby zrezygnować. Tymczasem już po pierwszym wykładzie, po całym spotkaniu, zaczęło do mnie docierać, że to wszystko nie jest bezcelowe. Każdy kolejny wykład uświadamiał mi, że tak naprawdę niewiele wiem o chrześcijaństwie, i jednocześnie dostarczał nową wiedzę o Bogu, o ludziach, o Kościele. Na spotkaniach otrzymywałam gotowe odpowiedzi na pytania dotyczące sensu mojego życia i sensu wiary. W trakcie kursu obroniłam się. Dzięki Bogu znalazł się czas na sfinalizowanie mojej pracy magisterskiej i systematyczny udział w spotkaniach Alfa. Można powiedzieć, że kończąc kurs, byłam podwójnie mądra... Teraz bez wahania stwierdzam, że się opłacało i dlatego jako organizator biorę udział w drugiej edycji.
|
| Piotrek |
Na kurs Alfa trafiłem zupełnie przypadkowo. Na pierwsze spotkania chodziłem po to aby sobie pojeść i posłuchać ciekawych wykładów dotyczących wiary i religii. Nie do końca rozumiałem po co to wszystko, gdyż myślałem o sobie jako o przeciętnym katoliku, który nie jest przecież zły i z łatwością potrafi pokazać gorszych od siebie. |